poniedziałek, 9 grudnia 2013

Parówki. Trzy błędy jakie bezwiednie popełniamy każdego dnia.

Parówki – trzy podstawowe błędy, powtarzane w domowych kuchniach.

Zazwyczaj jedna para parówek stanowi jedną porcję.
W Polsce parówki automatycznie zaliczane są do wędlin gorszego rodzaju. Prawdopodobnie słusznie, skoro 1 kg parówek kosztuje taniej od takiej samej ilości najtańszego mięsa. To wobec tego co zawiera wnętrze kiełbaski owiniętej w plastikową folię, którą się przynosi do domu?
W dzisiejszych czasach wytwórnie wędlin dysponują takimi maszynami, które w ciągu kilku minut są w stanie zmielić wszelkie żyły, ścięgna i kości zwierzęce też.
Prawidłowa parówka jest zrobiona na bazie wysokogatunkowego mięsa, a drobno zmielonym surowcem wypełnia się jelita baranie. Taką parówkę można śmiało jeść w całości, bez uciążliwego obierania!

Błąd Nr 1 – oszczędzanie w fałszywym punkcie, tj. kupowanie podejrzanie tanich parówek w plastikowej osłonie. 
W ten sposób niby oszczędzasz na kieszeni, ale w sumie nie wiesz co naprawdę jesz. 
Dziwią mnie faceci, którzy do silnika samochodowego leją najdroższe oleje, a żonie każą kupować najtańszą żywność.
Auto teoretycznie można zmieniać dowolną ilość razy. Natomiast przewód pokarmowy ma się tylko jeden, i to raz na całe życie.

Błąd Nr 2 – gotowanie we wrzącej wodzie. 
Parówek nigdy się nie gotuje, co jedynie podgrzewa!
Prawidłowo parówki należy wkładać do gorącej wody - NIGDY DO ZIMNEJ - bo utracą prawie cały smak, - i później „parzyć” je przez kilka minut na granicy zagotowania się wody. NIE GOTOWAĆ, bo to w niezauważonym momencie zawsze kończy się pękaniem.

Błąd Nr 3 – gotowanie parówek w „czystej” wodzie. 
Woda oczywiście nie ma prawa być brudna, ale obowiązkowo należy ją choćby lekko posolić, albo jeszcze lepiej, poświęcić jedną kiełbaskę, pokroiwszy w talarki, pogotować ją wcześniej przez kilka minut w tej samej wodzie.
Dlaczego? Jeżeli się tego nie zrobi, zgodnie z prawem dążenia do wyrównywania stężeń w roztworach, cały smak parówki przejdzie do wody wolnej od soli.

Tadeusz Gwiaździński

21 komentarzy:

  1. Przez wiele lat wogóle nie jadlam parówek, cała rodzina nie jadła, bo mielismy zakaz... od Taty, który pracował w przetwórstwie mięsnym i produkował parówki... podobnie było z pasztami wszelkiego rodzaju, mielonkami... Mieszkam w Danii i tu nie ma parówek które mają mniej niż 97-95% mięsa, kiedyś widziałam takie z 85%, ale juz ich nie ma nawet w sklepie. I wogóle nie ruszę żadnej ciepłej parówki, nawet podgrzanej, czy sparzonej, bo mi takie nie sakuja, ta woda ż żelatyny leciała, tłuste jakieś się robiły i tak jakoś mi zostało, że nie ruszę takich parówek. Pozdrawiam!!!
    P.S. Do tych żył mielonych i skór dodam jeszcze tchawice i kurze łapki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie mam zamiaru komukolwiek obrzydzać jedzenia parówek. Na łamach MK staram się zamieszczać praktyczne porady.
      W związku z doświadczeniem Twego taty, pozwolę sobie zacytować stary dowcip.
      Pewnemu panu zepsuło się auto. Ponieważ to było na pustkowiu, z narażeniem życia zatrzymał nadjeżdżający samochód.
      Natychmiast tego pożałował, bo z limuzyny wysiadł facet pod muszką i w smokingu. Mimo protestów zażenowanego autostopowicza, pomógł mu uruchomić silnik.
      Szczęśliwy nieszczęśnik powiada do swego wybawcy: - pan z pewnością rozumie, że moja wdzięczność jest ogromna. Ponieważ nie wiem jak wystarczająco mogę się panu odwdzięczyć, dam panu życiową radę.
      Widzi pan, ja z zawodu jestem masarzem. Niech pan nigdy nie kupuje kiszki wątrobianej. :-)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawe. Popełniam trzeci błąd. Muszę wyeliminować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten pierwszy raz zalecam ostrożność! Nie przesadzaj z solą.
      Na 4 parówki najwyżej 1/4 małej łyżeczki.

      Usuń
    2. Dzięki. Zachowam ostrożność.

      Usuń
  3. Od wielu lat nie kupuję parówek. Znajomy weterynarz, jako student miał praktyki w masarni i pewnego dnia studenci mieli robić parówki.Wyglądało to tak: dali chłopakom dwa wory- w jednym były osłonki, w drugim proszek.Powiedzieli im ile mają dodać wody na każdy kilogram proszku, potem kilka minut mieszać mieszadłem i gdy masa osiągnie właściwą konsystencję, należało nią nadziewać automatycznie osłonki.Jeden z nich zapytał się a gdzie jest mięso do tych parówek i otrzymał odpowiedz, że właśnie miedzy innymi w tym proszku.Chłopcy byli załamani, bo parówki jadali dość często, ale od tej chwili przestali. Podobno u nas lepiej jeść kiełbasę parówkową, tam jest jednak trochę prawdziwego mięsa.Swoją drogą to ja, kompletny laik, robiłam w domu znacznie lepsze kiełbasy niż te kupne. Najgorsze to było dla mnie szlamowanie jelit, reszta- sama prostota.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są właśnie te wspomniane maszyny, które ze wszystkiego co nie jest mięsem, potrafią zrobić drobno mieloną masę.
      Znakiem tego należy jadać prawdziwe parówki a nie ich nędzna imitację.
      Dziękuje za interesujący komentarz :-)

      Usuń
  4. Parówki jadam ,ale ogromnie rzadko ,błąd popełniam ten ostatni,dzięki za szkolenie :).W moim środowisku coraz więcej osób robi sama wędliny , potem się wymieniamy , bo jeden robi szynkę inny kiełbasę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest podobnie. Chleb albo kupujemy w małej zaufanej piekarni, ale najczęściej pieczemy sami. Od wędlin jest nasz znajomy, notabene emerytowany chirurg. Wszystko robi z apteczną dokładnością :-)

      Usuń
  5. "Dziwią mnie faceci, którzy do silnika samochodowego leją najdroższe oleje, a żonie każą kupować najtańszą żywność.
    Auto teoretycznie można zmieniać dowolną ilość razy. Natomiast przewód pokarmowy ma się tylko jeden, i to raz na całe życie."

    Bardzo trafny wniosek, co prawda parówek nie jadam (i mięsa od niedawna też), ale można to przełożyć na jedzenie w ogóle. Mój kuzyn w czasach studenckich też miał praktykę w wytwórni parówek - drobiowych - i to, co opowiadał skutecznie zabiło mój apetyt na "berlinki" i tym podobne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam zamiar przejść na jedzenie wyrobów tylko własnej produkcji.

      Usuń
  6. Pytanie, gdzie dostać takie prawdziwe parówki. Bo te oferowane w sklepach raczej są podejrzane. Nawet, jeśli mięso stanowi 90 ileś tam procent, to jest to raczej MOM - mięso oddzielane mechanicznie, czyli zawierające pyszności, o których wspomniałeś (może poza kośćmi, bo mechanicznie oddziela się właśnie od nich - wszystko, co zechce być oddzielone).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiem szczerze, że takiego adresu w Polsce nie znam. Przypuszczam, że taki zakup może się udać w jakimś małym firmowym i zaufanym sklepie mięsnym. Takich jest przecież w kraju coraz więcej.
      Na pewno nie w spożywczych sklepach samoobsługowych czy innych supermarketach.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Na Twoim blogu też jest dużo ciekawych rzeczy :-)

      Usuń
  8. Ja lubię parówki.Gdyby tak patrzeć na wszystko to człowiek by nic nie jadł.Wiadomo kiedyś były lepsze.Jak byłam dzieckiem to jadałam wraz z folią spożywczą yeraz takich nie ma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że są. Tyle, że w każdym kraju robi się je trochę inaczej.

      Usuń
  9. Kiedyś w swoim świetnym programie Robert Makłowicz podał miejsce ,gdzie są najlepsze i najprawdziwsze i najbezpieczniejsze parówki .Jest to Austria ,ale miasta nie pamiętam.a dyskusja o tym ,jakie parówki są wstrętne to jak dyskusja normalnej mamusi ,która pozwala się bawic i brudzić dziecku od czasu do czasu ,a miedzy mamusią, która histerycznie sterylnie biega dookoła dziecka i izoluje go od wszelkich zarazków. nic sie nie stanie jak sie czasem i takie "coś" zje ,zahartuje sie człowiek :), ale czy naprawdę wszystkie sa obrzydliwe i do bani? A moze jednak nie jest z nimi tak źle tylko podobnie jak z serkami homo ,jogurcikami z kawałkami owoców i tym podobnymi rzygowinkami. Ewa Zosia

    OdpowiedzUsuń
  10. może jak sama nazwa wskazuje, parówkę, aby nie utraciła smaku należy podgrzewać na parze?

    OdpowiedzUsuń
  11. dzis kupilem serdelki wacale nie najtansze, 18 zl kilogram, smak moze byc kiszka to tektura trzeba bylo obierac na szczescie ladnie zlazilo i tak wyglada natauralne jelito, lepiej kupc bez jelia wogle i zadnej folli dzis sa takie nawet pod nazwa ze z szynki, co jemy tego sie nie dowiemy ale na yu... e widzialem filmik jak wrzucaja calutkie prosie do maszyny, a na koncu wychadza piekne parowki, tak naprawde to warto kupic tylko boczek cy mieso, wychodzi podbnie a wiemy co jemy, kolega robi sam kielbase, narazie biala, wiadomo w bloku nie ma jak wedzic ale boczek mozna zrobic w piekarniku, jadlem taki rozlatywal sie sam a smak to niebo w gebie 3xXXXl, ale wiadomo z braku czasu kupuje szmelc czyli takie serdelki czy nawet ielbase krakowska w ktorej znajdziecie chrzesci i ogonki i inne dobrze upchane kawaki, kilebasy grilowe znanych firm to woda a rozdrobnione na drobno mieso to wasnie odpady, owszem z grila smakuje o cala woda odparuje a kielaska sie kurczy i kurczy czesto o 60%, no coz takie zycie pozdrawim darek z wroclawia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi czytelniku!
      Faktycznie jest smutne to co opisujesz.
      Nie mniej post na temat parówek dotyczy zasad ich podgrzewania a nie technologii produkcji.
      Pozdrawiam T.G.

      Usuń

Anonimowe i uszczypliwie sformułowane komentarze będą automatycznie usuwane. Niedopuszczalne są także treści zawierające otwartą lub ukrytą reklamę firm lub produktów.