środa, 5 lipca 2017

9 karygodnych błędów podczas podejmowania gości we własnym domu.

Całość tekstu jest opracowana w oparciu o osobiste refleksje jednego z najlepszych kucharzy Środkowej Europy Rudolfa Obauer, z restauracji OBAUER k/Salzburga w Austrii.

Czy zawsze jest tak jak mówi przysłowie, że jak gość w dom to Bóg w dom?
Podejmowanie gości u siebie w domu lub chodzenie z wizytą do kogoś powinno być wyrazem wzajemnego okazywania szacunku. To należy do pielęgnowanych tradycji* towarzyskich.
(* - "tradycją nie jest pochylanie się nad popiołami co dalsze przekazywanie ognia" - Gustav Mahler)

Upalnym latem kieliszki do białego wina wstawiam wcześniej do lodówki. Nie do zamrażarki bo szkło w kontakcie z cieplejszym płynem będzie natychmiast pękać. Zaręczam, że robi wrażenie.
Jedno jest niezbicie jasne. Do absolutnego obowiązku gospodarzy  domu należy dbałość o przyjemną atmosferę przy stole. Najczęściej popełniane błędy to:

1.) Bez dyskusji wyrazem szacunku jest punktualne przychodzenie na zaproszoną godzinę. Nie rozumiem dlaczego liczni znajomi potrafią przyjść na czas jeżeli zamówią stolik w restauracji. Natomiast na proszone przyjęcia spóźniają się notorycznie. Czyżby dlatego, że w lokalu rezerwacja może nie czekać a w prywatnym domu i tak wszyscy będą za stołem?
Gospodarzom przyjęcia bezceremonialnie każą na siebie nadmiernie długo czekać. Czasem aż do przesady. Ujmę to inaczej. Takie zachowanie nie jest wyrazem szacunku co lekceważenia!
Podobno we Francji tego rodzaju punktualność należy do złego tonu bo domowników zawsze zastanie się jeszcze w proszku.
Kilkunastominutowe spóźnienie da się wybaczyć bo taki jest zwyczaj. Tego jednak nie należy mylić z dyspensą dotyczącą godziny czy dwóch.

2.)  Niewybaczalne jest jednoczesne zapraszanie osób, o których wiadomo, że się nawzajem nie lubią. Wtedy zgrzyt towarzyski albo nawet awantura niemal wiszą w powietrzu.
Zapraszaj tylko tyle osób na ile pozwala wielkość biesiadnego stołu. Nie jest dobrze kiedy towarzystwo jest zmuszone siedzieć ciasno obok siebie łokieć w łokieć. Prędzej czy później ktoś komuś nadepnie na odcisk.

3.)  Przed planowaniem zestawu dań dobrze jest się upewnić czy zaproszone osoby nie mają określonej awersji (lub alergii) na np. owoce morza czy egzotyczne przyprawy.

4.)  Nawet jeżeli potrawa zdaniem pani domu nie udała się tak dobrze jak było w zamiarze, w żadnym wypadku nie należy tego oznajmiać gościom siedzącym za stołem. Absolutnym "no - go" są uwagi typu - no nie wiem czy to będzie wam smakować bo to mi dzisiaj nie wyszło taj jak powinno być. Także zbyt długie rozprawianie o tym jak się przyrządza właśnie podaną potrawę może być nudne dla większości zebranych.
Nie do zniesienia bywa uparte powtarzaniem tych samych nudnych opowieści, które nikogo nie interesują. W ten sposób można rozpędzić całe zebrane towarzystwo.
Wyłączone telefony komórkowe i albumy rodzinnych zdjęć na czas przyjęcia powinny zostać w torbie.

5.)  Jeśli ostatnio byłeś(łaś) w jakiejś renomowanej restauracji zrezygnuj proszę z próby powtarzania menu, które cię tam zachwyciło. Musisz zdać sobie sprawę z faktu, że w restauracji nad wykonaniem i doskonałością potraw pracowało kilka a może nawet kilkanaście osób. W domu najczęściej musisz ten problem rozwiązać sam(a). Zamiar serwowana nadmiernie wybujałego menu zawsze kończy się tym, że goście nie mają nic z gospodarza, gospodyni, albo obojga razem. Goście pozostawieni za stołem sami sobie, rzadko kiedy czują się swojsko. Dlatego planowanie zbyt dużej ilości dań lub trudnego zestawu, który wymaga czasochłonnego zaangażowania w kuchni należy zaliczyć do błędu w sztuce.

6.)  Doświadczenie uczy, że cztery zaplanowane dania to jest maksymalna ilość nad jaką swobodnie można zapanować w przeciętnym M-3. Kogo zachwyci, że pani domu przygotowała trzy albo cztery zupy do wyboru? Na eleganckich przyjęciach zasadniczo podaje się zupy kremowe i to raczej bez żadnej kłopotliwej wkładki typu długi makaron.**
Zupa jako samodzielne danie nigdy nie jest najważniejszym punktem dnia czy wieczoru.

W kuchni zawsze jest miejsce na nieco pokory. Mówiąc słowami mitologicznego Dionizosa - sięganie po doskonałość jest przypisane tylko bogom. Przeciętny śmiertelnik może się wznieść tylko na wyżyny poprawności. Ale na tym koniec.

7.)  Kto usilnie się stara aby wyszukanym zestawem dań rzucić zaproszonych na kolana, niech się później nie dziwi, że nie będzie w rewanżu zapraszany do innych domów.

8.)  W okresie upalnego lata nie podawaj tłustych pieczeni mięsnych a tym bardziej wysoko procentowych alkoholi. Staraj się skupić na sezonowych surowcach.
W ogóle niewybaczalne jest podawanie dań skomponowanych na bazie konserw lub odgrzewanie mrożonek zakupionych gdzieś w garmażerii lub supermarkecie. To jest lekceważeniem zaproszonych. Już lepiej jest podać jakąś do znudzenia tą samą powtarzaną potrawę, która mi zawsze się udaje niż rybki z puszki z osobiście pokrojoną cebulką.


9.)  I już na koniec. Stawiania na stole butelek a szczególnie z alkoholem nie da się wybaczyć. 
Te zawsze powinny mieć swoje miejsce na osobnym stoliczku. Jeżeli takiego brak, trzeba poszukać miejsca na  np. blacie sąsiedniego kredensu. Butelki z wszelkimi napojami, wodą, piwem, winem lub wódką muszą stać osobno.
Do roli gospodarza należy sukcesywne dbanie o to aby goście zawsze mieli pełne szklanki lub kieliszki.

Tadeusz Gwiaździński

** - makaron w obowiązkowym rosole jest plagą polskich przyjęć weselnych.; zaraz na samym początku przyjęcia większość gości ma z reguły ubrania poplamione pryskającymi kroplami.

2 komentarze:

  1. Często przyjmuję gości, bo sprawia mi to przyjemność. Gotowanie mnie relaksuje.
    Zrobiłam szybki rachunek sumienia wg powyższej rozpiski i w zasadzie nie mam sobie nic do zarzucenia. Zazwyczaj opieram się na tzw. pewniakach, czyli tych daniach, które mi się udają i o które goście się dopytują, ale za każdym razem pojawia się na stole też jakaś kulinarna nowinka.

    Z tym makaronem w rosole to prawda, a poza tym rosół często bywa z torebki.
    I często słyszę, że rosół to najelegantsza zupa na przyjęciu.
    Ja dobieram zupy do pory roku. Latem preferuję rozmaite chłodniki.






    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w niezachwianej polskiej tradycji w niedzielę i ze świątecznej okazję obowiązkowo podaje się rosół. Tradycja tradycją ale czy jest ona warta aż tak żelaznej konsekwencji?

      Usuń

Anonimowe i uszczypliwie sformułowane komentarze będą automatycznie usuwane.