czwartek, 26 marca 2020

Pamiętnik domowego aresztanta. 26.03.

Nie zdążyłem spostrzec a to minęło już 10 dni w czterech ścianach. Na szczęście jestem wolny od podejrzenia o hodowanie wirusa przez co nie jestem objęty surową kwarantanną. W pilnych sprawach legalnie na krótko mogę wyjść z domu. Jak do tej pory skorzystałem z tego prawa 2 x idąc do pobliskiej piekarenki po pieczywo. Potrzebny ruch uprawiam w domowych pieleszach. Gimnastyka na dywanie i jazda na rowerku.
Po porannym telefonicznym porozumieniu lekarka domowa wystawiła potrzebne mi recepty, które w czasie przerwy obiadowej zostały zdeponowane w sąsiedniej aptece. Już o 16-tej siatkę z lekami miałem pod drzwiami. Przyniósł je bardzo cichy i grzeczny młodzieniec. Zanim zdążyłem otworzyć drzwi już był na II piętrze. Dostał 5 € za fatygę. Zaskoczony tym faktem nie ukrywał radości. Austriacy niechętnie dają napiwki więc chyba dlatego było to dla niego niespodzianką.
Nie wiem jak jest u Was. Co do mnie to zasypiam bez trudu. Natomiast rano zawsze pojawia się ten sam syndrom. Regularnie przed szóstą budzę się wyspany. Pierwsze minuty mijają spokojnie bo częściowo jeszcze jestem we śnie. Dopiero po paru dobrych chwilach mija luz i przypominam sobie o istniejącym za oknami koszmarze. Jako pierwsze niezmiennie pojawia się to samo pytanie do samego siebie - czy to tylko horror senny czy jawa. Kolejno niechętnie godzę się z tym, że to prawda. Mimo wszystko pocieszam się myślą, że to musi minąć tylko trzeba cierpliwie odczekać.
Nie ma innej opcji.
Rząd zamierza w piątek (tj. jutro) ogłosić najnowszy stan poziomu walki z zarazą. Jest cicha nadzieja na cień dobrych wieści. Choćby pierwszych sygnałów na temat skuteczności działania obowiązujących rygorów. Wg moich wyliczeń może to nastąpić nie wcześniej jak w pierwszych dniach kwietnia. Zobaczymy kto ma rację.
Jedno jest już wiadome. Zaraz po świętach dzieci i młodzież jeszcze nie powrócą do szkół.
Zdyscyplinowanie społeczeństwa jest jedyną skuteczną bronią do walki z epidemią.
Mam nadzieję jutro wiedzieć więcej konkretów.

Obiad raczej nudny bo zupka "fiutka" czyli jarzynowa bez mięsnej wkładki, dla sytości zaciągnięta kaszą manną. Danie główne to odgrzewany bigos i na koniec wczorajszy sernik z brzoskwiniami.

Nie wychodźcie z domów bez ważnego powodu i kochajcie się zamiast się kłócić!
Po co Bozia dała rozum? Aby z niego korzystać!

Tadeusz Gwiaździński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Anonimowe i uszczypliwie sformułowane komentarze będą automatycznie usuwane. Niedopuszczalne są także treści zawierające otwartą lub ukrytą reklamę firm lub produktów.

Pamiętnik domowego aresztanta. 08.04.

Fajnie jest, że chociaż uwięzione pociechy nie tracą humoru. Dzięki ich nieokiełznanej energii czas mija szybciej i weselej. Mamy znajome m...