czwartek, 26 marca 2026

Makaron po węgiersku czyli "turos cusa" (czytaj: turosz czusza)

Z prawdziwą kuchnią węgierską miałem do czynienia przez 20 lat. Podczas wyjazdów służbowych do Budapesztu i Egeru. Tam poznałem wiele tajników i receptur na ciekawe potrawy. Między innymi właśnie na makaron z białym serem i różnymi innymi dodatkami. Bardzo podobne danie towarzyszyło mi w czasach kiedy mieszkałem w Kielcach.*
Ale do rzeczy. Bracia Madziarzy pielęgnują dwa warianty podawania tej absolutnie prostej i taniej potrawy. Na "słono" - znaczy z twarogiem, kwaśną śmietaną i boczkiem.
 
Do tego celu idealnie nadaje się włoski makaron tagliatelle

 
Koneserzy wolą  czysto z samym boczkiem
Moja ulubiona wersja z jałowcową kiełbasą od Wróbla**

 
Sycące wydanie uzupełnione serem
 
Albo na słodko - z twarogiem, śmietaną i owocami. Wówczas danie często występuje w roli deseru po obiedzie. Wówczas najczęściej ze śmietaną, truskawkami i cukrem.
 
* -  w drugiej połowie lat siedemdziesiątych pracowałem w Kielcach w roli nauczyciela. W tamtejszej stołówce szkolnej 3 - 4 razy w tygodniu serwowano uczniom właśnie taki makaron. Tą wersję wzbogaconą truskawkami i cukrem rozpopularyzowała nasza wspaniała tenisistka Iga Świątek.
Nasuwa się pytanie czy ów rarytas należy do kuchni węgierskiej czy do kieleckiej. 
Ponieważ w menu budapesztańskich restauracji danie figurowało jako turos cusa a w kieleckiej gastronomii nie było na ten temat ani słowa, doszedłem do wniosku, że to jednak na węgierskie korzenie.
 
** od Wróbla - znaczy ze Śląskiej firmy mięsno wędliniarskiej - Wróbel
 
Tadeusz Gwiaździński 

filary smaku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Anonimowe i uszczypliwie sformułowane komentarze będą automatycznie usuwane. Niedopuszczalne są także treści zawierające otwartą lub ukrytą reklamę firm lub produktów.

Niedyspozycja

Stali czytelnicy pewnie się domyślają, że tu na blogu coś nie jest w porządku. Żadnych nowych materiałów i absolutna cisza.   Przyczyna? Od ...