środa, 8 kwietnia 2020

Pamiętnik domowego aresztanta. 08.04.

Fajnie jest, że chociaż uwięzione pociechy nie tracą humoru. Dzięki ich nieokiełznanej energii czas mija szybciej i weselej.
Mamy znajome małżeństwo. Ona musi codziennie pracować jako kasjerka w SAM-ie. Inne koleżanki bez przerwy chorują. Czyli ktoś musi. Mąż jeździ jako sanitariusz i kierowca karetki pogotowia. Też bez przerwy na osi. Ich dziećmi w ciągu dnia opiekuje się jej siostra studentka, która akurat mieszka u nich na stancji.
Czteroletni synek przy pomocy starszego brata napisał list do wielkanocnego zajączka. Tu należy nadmienić, że w Austrii podobnie jak w okresie Bożego Narodzenia od św. Mikołaja, w porze Wielkanocy dzieci otrzymują prezenty - od zajączka właśnie.
Wspomniany malec pisze ręką braciszka: "Kochany zajączku! Jeżeli nie zamknęła Cię kwarantanna proszę przyjedź do mnie Bardzo za tobą tęsknię i gorąco na Ciebie czekam."
Znajoma opowiadając nam o tym miała w jednym oku łezkę wzruszenia a jednocześnie w drugim iskierkę uśmiechu też.
Równie kilkuletni wnuczek zaprzyjaźnionych emerytów, który bardzo cierpi z powodu ograniczenia wolności, kiedy oprócz zakazu zabaw z kolegami otrzymał odmowę wyjazdu do dziadków na święta, podsumował sprawę podsumował sprawę jednym zdaniem: "do dupy z takim życiem".
Krótka definicja. Nic dodać nic ująć. Dzieci mają tą świetną zdolność nazywania rzeczy po imieniu.

Natomiast dorośli potrafią reagować dość kuriozalnie. Koleżanka ma znajomą pielęgniarkę pracującą w dużym szpitalu, która podsumowała tragiczną ilość zgonów skutkiem pandemii, że wreszcie zrobi się porządek bo od dawna na świecie żyje za dużo ludzi. Aby nie wzbudzać animozji nie zdradzę tu narodowości owej mądralińskiej.

Co do obiadu to znowu nic szczególnego. W lodówce zaplątała się łódeczka śledzi w oleju. Termin ważności mija dzisiaj więc sprawa przystawki sama się wyjaśniła. Zupy nie będzie. Na drugie pieczarki duszone w śmietanie bo od wczoraj zostało ich sporo.

Od poniedziałku korzystamy z pogody i każdego dnia wychodzimy na ławeczkę. Zaledwie parę kroków od wejścia na klatkę schodową. Posiedzimy z godzinkę i do domu. Niby nic a obojgu buzie  nieco zarumieniły się nam od słońca.

Tadeusz Gwiaździński

wtorek, 7 kwietnia 2020

Pamiętnik domowego aresztanta. 07.04.

Od wczoraj za oknami panuje wczesne lato. Słońce jak blacha a i temperatury bardziej czerwcowe niż kwietniowe. Rano wybrałem się po świeże bułeczki dla żoneczki. Mała piekarenka jest odległa o niecałe 100 m od domu. Wyszedłem na krótko przed ósmą. Zazwyczaj o tej porze liczni mieszkańcy miasta truchtem biegną na przystanek aby zdążyć na autobus do pracy lub do szkoły. Dzisiaj było pusto jak o szóstej rano w niedzielę. Ani cienia pół przechodnia. Wiem jak to wygląda w normalnym czasie bo jeszcze ciepłe pieczywo można tu kupić od bladego świtu także w niedzielę.
Wchodząc do piekarenki musiałem przepisowo założyć maseczkę ochronną, którą uszyła mi miła sąsiadka. Panienka za ladą też była zamaskowana. Poznałem ją po karykaturalnie długaśnych sztucznych rzęsach, które stały się jej znakiem rozpoznawczym. W zasadzie mogłaby nie nosić maseczki i tylko skryć się za rzęsami.
W związku z tym przyszła mi taka myśl do głowy, że wirus pokazał prawdę o ludziach.
Jak popatrzę na obecne wrogie zachowania dawnych bliskich znajomych to dochodzę do wniosku, że bez zasłaniania twarzy i tak nosili sztuczne maski. Teraz pokazali swoje prawdziwe fałszywe oblicza. Nieuchronnie przyjdzie czas kiedy powrócimy do normalnego życia. Jestem pewien, że wyżej wspomniani znowu będą paradować z przyklejonym sztucznym uśmiechem. W każdym razie ja się już po raz drugi nie dam nabrać.
Czasem prawda o ludziach z otoczenia może się okazać bardzo brutalna.
Czy jest mi z tym źle, że grono przyjaciół wydatnie zmalało? Zdecydowanie nie bo kto był prawdziwym przyjacielem to nim pozostał. Wykruszyła się jedynie ta zakłamana część.

Obiadowo dość skromnie. Przecież choć nie praktykuję ale jakoś Wielki Tydzień pozostał pod skórą z czasów dzieciństwa. A więc resztki pomidorowej a na drugie kopytka z sosem pieczarkowym. Konsekwentnie żadnego deseru.

Po obiedzie może ostrożnie wyjdziemy na chwilę na słońce?
A tak to nie szwędamy się nigdzie bez potrzeby.

Tadeusz Gwiaździński

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Pamiętnik domowego aresztanta 06.04.

Rząd kraju jest najwyraźniej przemęczony. Jak mawia przyjaciółka małżonki - "tak im się chlapce jak starej babce". Najpierw pod koniec tygodnia minister zdrowia (chyba z rozpędu?) zapodał do wiadomości, że w dni świąteczne Wielkanocy można będzie się odwiedzać z ograniczeniem do 5 osób, które nie mieszkają pod wspólnym dachem. Jeszcze w niedzielę sprostowano tą wiadomość jako przejęzyczenie. Natomiast młody kanclerz zaserwował jeszcze większą bombę mówiąc, iż wolność podróżowania zostanie przywrócona dopiero kiedy zostaną wynalezione lek i szczepionka przeciw panującemu wirusowi. Czyli trzeba spokojnie liczyć, że za rok, może dwa?
Teraz jego pracownicy prześcigają się w tłumaczeniach co szef rządu miał na myśli bo tak nie myślał.
Na godzinę 10:55 zapowiedziana jest konferencja prasowa aby wyprasować pomięty wizerunek zgodności w koalicji rządowej. Jednym słowem wirus dobrał się na dobre także do polityki.

Właśnie jest po przemówieniu do narodu. Najpierw przytoczono wiedzę o tym jak źle się dzieje w innych krajach i jak na tle owego dobrze jest u nas. Nie mam nic przeciwko temu, że w Austrii jest dobrze. Lepiej niż w reszcie świata. Natomiast wcale mnie nie cieszy, że inni mają gorzej albo dużo gorzej.
Nikt się nie kajał za lapsusy za to ponownie wezwano do zachowania wstrzemięźliwości kontaktów.
Święta mają się odbyć wewnątrz rodzin i tylko tych, którzy na co dzień ze sobą mieszkają.
Taki rygor ma obowiązywać do końca kwietnia. W tydzień po świętach w skromnym wymiarze ma ruszyć handel. Najpierw małe sklepy do 400 m2 powierzchni.
Wszelkie masowe imprezy są bezwarunkowo odwołane do końca czerwca. Szkoły mają stopniowo ruszyć od połowy maja. Biedni tegoroczni maturzyści. Co, jak i kiedy dowiedzą się dopiero w drugiej połowie kwietnia.
Biedni są także zakochani, którzy nie mieszkają pod tym samym adresem. Hotele zamknięte a i odwiedziny w mieszkaniach oficjalnie też nie są dozwolone.
Rośnie ilość konfliktów wewnątrz małżeństw. On nie może się spotkać z przyjaciółką albo ona z przyjacielem. Powstaje eksplozywna agresja bo jak tu w domu udawać miłość skoro się tęskni do innego ciała?
W wysokim procencie wzrosła ilość interwencji policji wzywanej do awantur rodzinnych. Powstał nowy dylemat co mają ze sobą począć agresywni tatusiowie, którzy dla otrzeźwienia otrzymali zakaz wstępu do mieszkania? Dokąd na noc? Dokąd iść aby coś zjeść?
Zanosi się na falę rozwodów po ustąpieniu pandemii.

Koniec nudzenia. Na obiad znowu pomidorowa z lanymi kluskami. Nic nie przeszkadza, że się powtarza bo jest pyszna. Na drugie risotto ze szparagami.
Świadoma rezygnacja z deseru bo dzisiaj rano waga niebezpiecznie zbliżyła się do 110 kg.

Smutnym świętom ma przyświecać szlachetny cel walki z wirusem. Tak trzymajmy wszyscy!

Tadeusz Gwiaździński

niedziela, 5 kwietnia 2020

Pamiętnik domowego aresztanta. 05.04.

Jutro pierwszy dzień czwartego tygodnia domowego aresztu.
Ludziom nadojadło do tego stopnia, że mało kto nie narzeka na przymusowe odosobnienie. Utyskują także ci, którzy mieszkają w willach pod miastem. Choć mogą bezpiecznie wyjść do własnego ogrodzonego ogrodu i tam posiedzieć na słońcu to jeszcze im źle. Co wobec tego mają powiedzieć ci wszyscy, którzy się gnieżdżą na kilkunastu metrach i nawet balkonu nie mają?
Wszystkich zaczyna prześladować to samo pytanie - w co się bawić? Powszechnie wiadomo, że człowiekowi do życia potrzeba chleba i igrzysk. Ostatnio okazało się, że także papieru toaletowego.
Na myśl o włączaniu telewizora robi się niedobrze. W kółko to samo. Corona, corona i jeszcze raz corona a jako podsumowanie - nie wychodźcie z domów i w razie spotkania z innymi zachowujcie odstęp. Różni nauczyciele wychowania fizycznego demonstrują przed kamerami ćwiczenia do wykonania we własnych czterech ścianach. W małych mieszkaniach takie gimnastyczne figle na dywanie mogą być niebezpieczne bo można sobie nabić guza albo siniaka o ciasno stojące meble.
Kiedyś odskocznią mogła być dobra książka. Dziś mało kto trzyma w domu beletrystykę na półkach a biblioteki pozamykane. Inna moda. Albo ulubiona muzyka? To czego dzisiaj słucha młodzież jest absolutnie niestrawne dla starszego pokolenia.
Można się oddać gotowaniu tylko znowu skąd nabrać ciekawych produktów?
Wygląda na to, że trzeba się pogodzić z przymusem sytuacji. Inaczej w styczniu 2021 przyjdzie na świat wzmożony wyż demograficzny.

Co u nas na obiad? Czerwony barszczyk z suszonych buraków. Uzupełniająco naleśniki z mąki gryczanej z duszonymi warzywami. Bite sznycle cielęce bez panierki ze szpinakiem i sadzonym jajem. Choć dzisiaj Niedziela Palmowa deseru nie będzie. Chyba że naleśniki nadzieje się dżemem morelowym.

Mimo pięknej pogody nie wychodźcie wirusowi naprzeciw!

Tadeusz Gwiaździński

sobota, 4 kwietnia 2020

Pamiętnik domowego aresztanta. 04.04.

No i doczekaliśmy się urodzin miesiąca kwietnia. Tak długo na kwiecień jeszcze nikt z nas nie czekał. Warto tu przytoczyć pewną myśl, która daje powód do zastanowienia. Kiedy jak nie teraz kiedy mamy tyle czasu na myślenie.
Wg nauki człowiek jest istotą myślącą i tym ma się różnić od zwierząt. Życie jednak uczy, że to nie my a zwierzęta zachowują się zgodnie z prawami przyrody. Człowiek niestety nie.
Czasami przyroda bywa okrutna ale rządzi się zgodnie z potrzebami natury. Nie zabija i nie robi nikomu krzywdy bez istotnej potrzeby. Tym bardziej nie dla przyjemności.
Człowiek stał się niszczycielem własnego środowiska. Jedyne czym się kieruje to chciwość zysku albo hedonizm. Widział kto kiedy żeby w świecie zwierzęcym samiec seksualnie wykorzystywał własne potomstwo? Żeby jedno zwierzę zabijało drugie dla przyjemności albo z zawiści?

Nadprodukcja przemysłowa pociąga za sobą nadkonsumpcję. Wszystkiego ma być dużo i w pierwszej linii tanio. Dlatego kula ziemska jest zalana i pogrążona w bagnie z tworzyw sztucznych. Postęp w medycynie przedłużył średnią wieku. Tylko powstaje pytanie po co? Po to aby teraz dusić się pod ochronnymi maskami?
Wirus corona  jest potrzebny ludzkości jak dziura w moście. Natomiast to my jako nosiciele i roznosiciele jesteśmy mu potrzebni do życia. Ginie bez dostępu do organizmu żywego człowieka.
Zabija swego żywiciela i ginie razem z nim. Na szczęście, bo co to było gdyby nie?
Niestety wielu przedstawicieli gatunku homo sapiens tylko nosi to miano bo pustkę w głowie zamiast rozumem wypełnia nadmiarem sieczki aby mieć wolne ręce do szkodzenia innym.
Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się morderczych wirusów należy bezwzględnie ograniczyć kontakty osobiste. Tak długo jak farmacja nie znajdzie skutecznego leku tylko tą drogą można je zatrzymać.

Czemu się tak rozwodzę nad tematem, który do znudzenia jest wałkowany od rana do nocy.
Idzie radosne święto uroczyście obchodzone przez wszystkich chrześcijan. To są także dni spotkań rodzinnych. Weźmy pod uwagę, że dzień zwycięstwa nad pandemią zbliża się nieuchronnie. Nie dajmy szans zarazie aby mogła się znowu rozwinąć. Mimo wszystko zostańcie w domach.
W maju też będzie można wznieść radosne toasty.

Zgodnie z porządkiem pamiętnika zapodam teraz co będzie na obiad?
Ano będzie to mieszanka rozpusty ze skromnością.
W ramach przystawki carpaccio z ośmiornicy uzupełnione czarnymi jagodami i vinegrette z grzesznie drogiego octu balsamico. Zakupiony przed laty, zakurzony stoi w kredensie oryginalnie zamknięty więc trzeba wreszcie coś z nim począć.
Na drugie wczorajsze kotlety ze zmielonej fasoli podawane z tłuczonymi ziemniakami ugotowanymi z selerem. Na deser - resztki strudla z jabłkami.
Niestety ta "dieta" powoduje, że z wolna muszę popuścić paska u spodni.

Tadeusz Gwiaździński

piątek, 3 kwietnia 2020

Pamiętnik domowego aresztanta 03.04.

Dziś byliśmy na zakupach. Wg nowego porządku dnia na terenie supermarketów obowiązuje noszenie masek zasłaniających usta i nos. Ja czekałem w aucie a połowica poszła z wózkiem między regały. Wielu starszym osobom robiło się słabo na skutek utrudnienia oddychania przez te obowiązujące nowe środki ostrożności. Ona sama też niemal zasłabła. Na szczęście była już na świeżym powietrzu i mogła to zdjąć. Część publiczności chwali sobie ten obowiązek. Inni znowu unikają jak ognia. Najwyraźniej ulica jeszcze do tego nie przywykła.
Niektóre osoby szyją sobie we własnym zakresie. Czasami wygląda to pociesznie.

Przyznam bez bicia, że dzisiaj po raz pierwszy odczułem zmęczenie panującą sytuacją. Ciągle nie mogę pozbyć się myśli, że znajduję się wewnątrz jakiegoś koszmarnego snu, że za chwilę się obudzę i wszystko wróci do dawnego porządku.
To samo na pierwszy rzut oka widać na przykładzie zachowania ekipy rządzącej. Mam na myśli przemęczenie.
Nie wszyscy z Was wiedzą, że  Austrią obecnie rządzi koalicja złożona z dwóch partii, których programy ani w teorii ani w praktyce nie dadzą się pogodzić. Stało się tak bo tak chcieli wyborcy i każde inne rozwiązanie byłoby jeszcze gorsze. Choć zaraz po wyborach wydawało się to niemożliwe oba obozy zawarły kompromis albo lepiej powiedziawszy zawieszenie broni na czas nieokreślony.
Ale do rzeczy. Kiedy nad krajem zawisła pandemia cały parlament zjednoczył się w wysiłku nad ratowaniem obywateli. Pamiętnego 16 marca kanclerz ogłosił nowy zaostrzony porządek. Zamknięto wszystko co nie było konieczne dla życia mieszkańców. Wtedy ilość przyrostu zachorowań sięgała ponad 20%. Głośno mówiono, że to jest cisza przed burzą i musimy się spodziewać najgorszego. Skutkiem spowolnienie życia ilość zachorowań miała najpierw spaść poniżej 10%.
W poniedziałek 30 marca kanclerz osobiście znowu straszył ciszą przed burzą choć ilość nowych zakażeń wynosiła wtedy 16%, a więc mniej niż było dwa tygodnie wcześniej. Powiedział dosłownie, że w ciągu najbliższych dni nie będzie w kraju nikogo kto nie będzie jakoś powiązany z jakąś ofiarą pandemii.
A tu wczoraj tzn. 2 kwietnia nowa liczba wynosiła zaledwie 5,6% a jeszcze wieczorem spadła na 4%.
Minister zdrowia (z koalicyjnej partii) zapytany przed kamerami dziennika TV dlaczego kanclerz mówi coś innego a fakty coś innego wił się jak piskorz aby politycznie wybrnąć z koziego rogu, w który grzecznie został zapędzony. W sumie stwierdził, że choć pojawiło się światełko ale do końca tunelu jest jeszcze wiele kilometrów. Tak mówi minister zdrowia, a kanclerz sugeruje nowe masowe zachorowania. Co to oznacza?
Zwyczajnie. Oznacza, że w każdym kraju rządzący rzadko są jednomyślni. Nie zawsze udaje się przed opinią publiczną długo udawać, że panuje jedność. Rząd swoje a wirus swoje.

Co na obiad? Odgrzewany wczorajszy krupnik a na drugie, kotlety usmażone z ugotowanej i przepuszczonej przez maszynkę do mięsa fasoli. Nagotowaliśmy wczoraj cały gar i okazała się trudno zjadalna. Jakiś chyba pastewny gatunek bo skóra była się tak twarda, że trudno ją było pogryźć. Na deser, łatwo się domyślić - wczorajszy strudel z jabłkami.

Nawet jeśli macie inne zdanie niż Wasz rząd, nie wychodźcie z domów bez pilnej potrzeby.

Tadeusz Gwiaździński

UWAGA! Pilna wiadomość!

Ze względu na brak miejsca na blogu jestem zmuszony wykasować wszystkie posty dotyczące pamiętnika sanatoryjnego. Zacznę kasować w najbliższą niedzielę rano!

Tadeusz Gwiaździński

Pamiętnik domowego aresztanta. 08.04.

Fajnie jest, że chociaż uwięzione pociechy nie tracą humoru. Dzięki ich nieokiełznanej energii czas mija szybciej i weselej. Mamy znajome m...